DxO wypuściło właśnie dziewiątą wersję swojego flagowego edytora zdjęć PhotoLab i wygląda na to, że to coś więcej niż kosmetyczne poprawki. Producent podkreśla, że to jedna z największych aktualizacji w historii programu – sporo nowości dzieje się zarówno pod maską, jak i w codziennym korzystaniu.
Największą zmianą są nowe maski oparte na AI. Do tej pory zaznaczanie elementów w kadrze wymagało ręcznego malowania pędzlem albo kombinowania z gradientami. Teraz wystarczy kliknąć w fragment zdjęcia, narysować prostokąt albo wybrać gotową opcję typu „niebo”, „włosy” czy „postać”. Program sam tworzy precyzyjną maskę, którą można wykorzystać w jednym zdjęciu, powielić na całą serię albo zapisać jako preset. To spora oszczędność czasu – szczególnie przy trudnych tematach, jak np. włosy w portrecie. Maski współpracują też z dobrze znaną technologią U Point, więc da się je łączyć z klasycznymi punktami kontrolnymi czy pędzlami.
Drugą dużą nowością jest możliwość stosowania technologii DeepPrime lokalnie. Do tej pory redukcja szumu i poprawa szczegółów działała tylko na całe zdjęcie, teraz można to robić wybiórczo – np. wyostrzyć jedynie twarz albo odszumić tło.
DxO popracowało także nad wygodą pracy z plikami. Podobne zdjęcia można grupować, pojawiły się zakładki do oznaczania projektów i folderów, a przenoszenie katalogów w obrębie programu jest prostsze. Ulepszono też moduł wsadowej zmiany nazw plików – teraz da się je automatycznie tworzyć na podstawie metadanych czy danych EXIF.
Nie zabrakło też wsparcia dla nowych formatów. PhotoLab 9 otworzy zdjęcia z iPhone’ów zapisane jako HEIC/HEIF i ProRAW, a silnik DeepPrime XD3 obsłuży wreszcie pliki z matryc X-Trans w aparatach Fujifilm.
DxO PhotoLab 9 dostępny jest na macOS i Windows. Nowa licencja kosztuje 239,99 dolarów, a upgrade z wersji 7 lub 8 – 119,99 dolarów.












